Antoś

Antoś

sobota, 23 listopada 2013

Obsesja...

Od środy aż do dziś spędzaliśmy wolny czas u dziadków. Z racji, że Antoś dalej chory, to nie uczęszczał do przedszkola ani na terapię, więc z czystym sumieniem mieliśmy wolne. Wszystko było pięknie, gdyby nie Antka fascynacja, czy jak to nazwać inaczej obsesja na punkcie dziadka Bogdana, a może bardziej na przedmiotach czy rzeczach należących do niego. Otóż, gdy tylko wchodzimy do mieszkania dziadków, Antek na wstępie "zadaje swoje" ukochane pytanie, wskazując palcem na klucze dziadka mówiąc "eee" i oczekuje odpowiedzi od wszystkich znajdujących się w pobliżu osób odpowiedzi: "klucze dziadka Bogdana od auta". Oczywiście na kluczach się nie kończy, w końcu jest jeszcze kilka par butów, innych kluczy, przedmiotów, ubrań... i się zaczyna maraton trwający po kilka godzin: klucze dziadka Bogdana, buty sportowe dziadka Bogdana, Bluza dziadka Bogdana, kubek, telefon itd. Jak nie usłyszy odpowiedzi, albo ktoś się pomyli wpada w furię, szał i krzyczy aż nie usłyszy tego co chce usłyszeć :( powiem szczerze,że już nerwy mi wysiadają, bo nie wystarczy powiedzieć raz, tylko setki razy danego dnia. Hitem okazały się również zabawy w przebieranie. Każe wystawić lustro na podłogę i wyciąga z szafek dziadka ubrania i każe je zakładać po kolei, zaczyna sam od butów, następnie bluzka dziadka, bluza, kurtka, torba... za chwilę każe to zdjąć, mija chwila po czym od nowa ubieranie się, przeglądanie i nie omieszka oczywiście zapomnieć o zadawaniu pytań co zakładamy. Dla osoby patrzącej z boku lub odwiedzającej na chwilkę może okazać się to zabawne, ale do czasu. Ja mam już tego serdecznie dosyć. Nawet jak jesteśmy u siebie w domu, to wystawia wszystkie buty jakie są i układa je w rzędy i zadaje swoje słynne pytanie oczekując odpowiedzi co to i czyje to. Czyja to kurtka, czyje buty... potem jego zabawki, ukochane traktory "eeee" - traktor, "eeee" - przyczepa, "eee" -hak traktora itd. potem znowu przebierania w swoje stroje, czy też moje, taty itd. Błagam o litość, bo ja już wysiadam :( co innego gdyby to trwało raz, no dwa razy dziennie, ale nie ciągle :( Jak na zbawienie oczekuje nocy, kiedy pójdzie Antek spać, a ja mogę chwilę odsapnąć, ale każdego ranka zaczyna się na nowo. Z tym zadawaniem w kółko tych samych pytań o te same przedmioty trwa już kilka miesięcy, teraz nasiliło się to od kilku tygodni dodatkowo o klucze, więc w domu słychać co chwila krzyki, płacz, bo zła matka znowu nie chce powtórzyć po raz setny tego samego, bo albo już jej się nie chce, albo boli ją gardło od ciągłego gadania, albo po prostu ma już dosyć. Aż boję się jutrzejszego dnia. Dobranoc.

2 komentarze:

  1. Dla osoby stojącej z boku pytania Antosia mogą wydawać się czymś niesamowitym, w końcu chłopak lgnie do wiedzy, ale rzeczywiście po jakimś czasie, zaczełam podziwiać Ciebie, że jeszcze nie sfiksowałaś

    OdpowiedzUsuń
  2. ja Cię również podziwiam Sylwuś. Sama bym nie wytrzymała, chociaż gdyby było to moje dziecko to kto wie... matka ma siłę i wierzę, że Ciebie ona nie opuszcza. i nie bój się jutra, zawsze mów sobie, że będzie lepiej ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń